czwartek, 25 sierpnia 2016

Baza myjąca czyli... jak zrobić szampon / żel?

Z łagodnymi szamponami zwykle jestem trochę na bakier. Bo z jednej strony, na dłuższą metę nie chcę agresywnie odtłuszczać ani skóry ani włosów, ale z drugiej... no właśnie...z drugiej strony są one - matowe i trudne do rozczesania piórka :/ Ale kiedy czytam blogi posiadaczek wysokoporowatych dziewczyn, widzę, że nie jestem sama - niektóre włosy nie przepadają za glukozydami i już.
Dlaczego jednak nie pokombinować w domu i nie dopasować bazy do swoich potrzeb, trochę modyfikując skład? W gotowych produktach nie mam wpływu ani na stężenie środka myjącego ani na rodzaj i stężenie dodatków. Jeśli chcę, mogę dodać najulubieńszego oleju, półproduktu, mogę w szerokim zakresie zmienić pH, mogę wreszcie - pominąć wszelkie zapachy i konserwanty. To sprawia, że myjadło (przynajmniej u mnie w domu ;) jest z powodzeniem używane jako szampon, żel pod prysznic i żel do higieny intymnej przez alergików, atopika i niespełna dwutygodniowego noworodka.

Koniec (przydługiego) wstępu, czas na konkrety, czyli skład:

Żeby zrobić bazę myjącą tego typu wystarczą trzy składniki: woda, glukozyd laurylowy i skrobia ziemniaczana (ta sama, co w kuchni).

Glukozydy (do kupienia w sklepach z półproduktami; mój glukozyd laurylowy pochodzi ze zrobsobiekrem.pl) są bardzo przyjaznymi skórze łagodnymi środkami powierzchniowo czynnymi.
glukozyd decylowy [Wikipedia]

Jak sama nazwa wskazuje, są pochodnymi glukozy, co wskazuje na to, że raczej powinny ,,dogadać" się w produkcie kosmetycznym ze skrobią. Spójrzcie tylko na te struktury, podobne, prawda?


od góry: amylopektyna i amyloza wchodzące w skład skrobii [Wikipedia]

Jeśli zatem mamy w domu skrobię, to mamy fantastyczny środek zagęszczający, żelujący i stabilizujący, który kosztuje grosze. 

Jak wspomniałam, nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby trochę ten skład wzbogacić. 

Porcja mojej ulubionej bazy (na ok. 100ml) składa się z:

- 70ml wody (przegotowana albo z filtra wystarczy, chociaż oczywiście najlepsza będzie demineralizowana)
- 20ml glukozydu laurylowego 
- połowy łyżeczki skrobii ziemniaczanej
- 5 ml pantenolu
- 5 ml oleju (rafinowany rzepakowy)
- 1,5 ml kwasu mlekowego 80%
- opcjonalnie kilku kropli konserwantu (najczęściej używam fenoksyetanolu)


Poza tym przyda się szklanka, łyżeczka lub łopatka do mieszania i strzykawka do odmierzania mniejszych objętości składników.

Pierwsza rzecz, którą robimy, to wsypanie skrobii do pustej szklanki. Dolewamy do niej odrobinę (łyżka) wody. Powinna powstać zawiesina, którą da się w miarę swobodnie utrzymać i przemieszać:


Do tej zawiesimy wlewamy, ciągle mieszając, podgrzaną do wrzenia wodę. Powinniśmy otrzymać rzadki, przejrzysty kisiel, taki, jak na zdjęciu:


Zostawiamy go do przestygnięcia, a kiedy już będzie tylko lekko ciepły, dodajemy glukozyd laurylowy. Mieszanina wyraźnie zgęstnieje, ale nadal będzie przejrzysta.

W następnej kolejności proponuję dodać olej (jeśli się na niego zdecydujemy). Po dodaniu oleju mieszanina zbieleje:



Później dodaję już tylko pantenol i kwas mlekowy i ewentualnie konserwant (bez niego trzeba trzymać w lodówce i zużyć w ciągu kilku dni). Składniki kwasowe powodują, że baza robi się nieco rzadsza.

Na koniec wygląda to tak:



Baza dobrze znosi inne dodatki (np. niacynamid, proteiny, siarkę, dodatki zapachowe, dodatkową ilość oleju do ok. 15%...) Równie łatwo można przerobić ją na nawilżający szampon z gliceryną lub aloesem, jak i żel do twarzy z kwasem salicylowym. Jedyne, czego bym nie polecała w parze z olejem, to mocznik - wówczas produkt może się rozwarstwić (ale mocznik jest jednym z silniejszych destabilizatorów, więc ryzyko z pozostałymi jest znacznie mniejsze ;)

Co z tego mają włosy?
Baza delikatnie domyka łuski włosów (jak kwasowa płukanka) i zawiera sporo oleju, więc włosy jest mi troszkę łatwiej rozczesać niż po innych łagodnych myjadłach. Myje porównywalnie z  np. żelami i szamponami Sylveco, chociaż pieni się gorzej, (bo nie zawiera cocamidopropyl betaine). Mimo to, radzi sobie ze zmywaniem olejów i sprawdza się przy oczyszczaniu normalnej i wrażliwej skóry głowy.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Woda toaletowa Cedr i Cytryna (Bois de Cedre et Citron Vert), Yves Rocher

Poniedziałek raczej nie sprzyja długim i poprawnym merytorycznie wpisom, toteż dziś coś lekkiego ;) Lekkiego dosłownie, bo właśnie taki nienachalny zapach gości ostatnio na moim ciele i ubraniach.

Lubicie zapachy kosmetyków Yves Rocher? Ja nawet bardzo. Za niektórymi z wycofanych boleję do tej pory, tak były genialne, ale i tym bardziej wtórnym, którym do geniuszu sporo brak, nie mogę odmówić jednego – są bezpretensjonalne i nie rażą sztucznością. W poszukiwaniu relatywnie taniej wody toaletowej lub pachnącego żelu po prysznic, przeważnie pierwsze kroki kieruję do sklepu YR. Tak też uczyniłam tym razem, testując jeszcze wersję Cyprys i Grejfrut oraz wodę Cuir Vetiver, na którą zdecydował się mój mąż (nad czym boleję ;) 

Bois de Cedre et Citron Vert to zapach dedykowany mężczyznom. Daleko mi jednak do stwierdzenia, że to woń szczególnie ,,męska”, szczególnie za sprawą cedru. Nuty drzewne to zdecydowanie pobocze, ani to deska ani wióry ani tym bardziej las. Cała akcja rozgrywa się między cytryną a miętą. I wbrew pozorom wcale nie pachnie to jak olejek na komary! Przeciwnie, woń lekko wpada w nos i może się podobać. Poprawia nastrój i nie drażni otoczenia, bo i w jaki sposób mogłaby tak działać lemoniada przyprawiona ziołami i ładnie ozdobiona cedrem?


Na koniec minusy. Jak w przypadku większości tego typu kompozycji, piętą achillesową jest trwałość. Zapach wygasa bardzo ładnie, trzymając lekkość i poziom do końca, ale koniec następuje zdecydowanie za szybko. Trwałość jest więc ... może nie żenująca, za to bardzo słaba, jak w przypadku mgiełki. Na mojej skórze zapach jest niemal niewyczuwalny po trzech godzinach. 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Mniej znane sposoby na odratowanie i pobudzenie porostu włosów

Wpis długi jak włosy Roszpunki. I z włosami właśnie bardzo mocno związany.
Zazwyczaj, kiedy myślimy o środkach przeciw wypadaniu i na pobudzenie przyrostu włosów, do głowy przychodzi nam czarna rzepa, olej rycynowy i kilka popularnych wcierek ziołowych: najczęściej wyciągów z brzozy, pokrzywy lub skrzypu. ,,Zaawansowani” słyszeli z pewnością o gorczycy, chrzanie, kozieradce, ostrych przyprawach i soku z cebuli, tudzież indyjskich ziołach o łamiących język nazwach.

Postanowiłam ostatnio zerknąć, co tam ciekawego o przyroście włosów można znaleźć na sciencedirect (moja ulubiona baza z wyszukiwarką recenzowanych artykułów naukowych) i w anglojęzycznej części sieci. A znaleźć można sporo. Skupiłam się na środkach stosowanych miejscowo tj. ,,wcierek". Niektóre z  surowców są, niestety, trudno dostępne w Polsce, inne metody ,,do zastosowania" pozostały bardzo mało popularne  mimo, że wykazują zaskakującą skuteczność.
Sporą część opisywanych surowców stanowią oleje lub wyciągi ziołowe, które mnie, jako alergika, bardziej odstraszają niż nęcą, aczkolwiek dla ,,nieziołowych” też są jakieś dobre informacje ;)

Olejki: cedrowy, cyprysowy i jałowcowy

Przyjęło się uważać, że działanie olejków eterycznych opiera się na polepszaniu krążenia w skórze głowy. W tym wypadku mamy do czynienia z czymś więcej. Cedrol, jako jeden ze składników powyższych olejków, ma działanie udokumentowane wynikami badań – i to działanie  nie byle jakie. Dość streścić, że wyciąg zawierający cedrol (30mg/ml) , okazał się w badaniach skuteczniejszy od 2% minoxidilu, który jest uważany za skuteczny preparat przeciw łysieniu. Porównanie do preparatu, który jest używany w płynach leczniczych jako czynnik aktywny w walce z łysieniem androgenowym, mówi samo za siebie. Cedrol, podobnie jak minoxidil, zmniejsza aktywność DHT (5α-Dihydrotestosteron), który powoduje miniaturyzację mieszków włosowych i ich zanikanie. w badaniach in vivo wykazuje też znaczny wpływ na przyrost długości włosów.

Olejek z mięty pieprzowej

Popularny i tani jak barszcz olejek, który w dodatku całkiem nieźle pachnie (przynajmniej na tle różnych ziołowych specyfików), ma także potwierdzoną skuteczność, jeśli chodzi o przyspieszanie wzrostu włosów. Podobnie jak olejki z cedru, cyprysa i jałowca, blokuje aktywność DHT na mieszki włosa, przez co działa w łysieniu androgenowym i pobudza wzrost włosów. Preparat zawierający 3% tego olejku, wykazał w badaniach skuteczność większą niż 3% minoxidil. Od siebie dodam, że sam olejek wydaje się być bezpieczniejszy w stosowaniu niż te opisane powyżej.

Olejek z kopru włoskiego

Podobnie jak w pozostałych przypadkach, chroni mieszki włosowe przed zmianami powodowanymi przez działanie DHT. 

Jak przygotować i stosować preparaty z olejkami?
Ostrożnie. Olejki eteryczne zawierają nierzadko substancje o działaniu kancerogennym lub mutagennym, a bardzo często – potencjalne alergeny. Tak więc próba uczuleniowa na skórze – co najmniej dwa razy, a po kuracji – przerwa w stosowaniu.
W badaniach najczęściej jest to olejek stosowany miejscowo, w mieszaninie z wodą i/lub etanolem. Czyli kilka kropli na spirytus, wódkę lub do wody i butelka z rozpylaczem. Zastanawiam się, czy codzienne stosowanie wymaga też codziennego mycia włosów, ale to już pewnie zależy od tego, jak łatwo obciążyć włosy przy nasadzie. 


Chińskie ziółka (i to nie esencja Andrea ;)

Grzyb lakownica żółtawa (Ganoderma lucidum), korzeń rdestu wielokwiatowego, nazywany też He Shou Wu (polygonum multiflorum) oraz rośliny z rodziny cynomoriowatych. Wyciągi etanolowo-wodne z powyższych roślin, powodują zmniejszanie aktywności DHT, co z kolei hamuje ekspresję 5αR (poczytać można TU). Brzmi doskonale, a w praktyce oznacza, że zmniejsza łysienie typu androgenowego i pobudza odrastanie włosów ;) O ile grzybki i cynomoria nie są bardzo popularne, to korzeń rdestu całkiem łatwo kupić w sieci, a nawet stacjonarnie, w aptece. O tym, że wyciągi z rdestu stosowane na skórę skutecznie zwiększają ilość wyrastających włosów i pobudzają ich wzrost, poczytać można także TUTAJ i TU.

Żeń-szeń

Słynie jako dobry ,,na wszystko”, więc w imię tej zasady powinien także dobrze robić na włosy ;) A nawet nie tylko według tej zasady, ponieważ ginsenozydy, z protopanaxatirolem na czele, przyspieszają odrastanie włosów w sposób porównywalny z minoxidilem (TU, TU i TU). Mechanizm jest w większości nieznany, ale skoro działa, a saponiny triterpenoidowe zawarte w żeń-szeniu stosuje się z powodzeniem także wewnętrznie, bez znacznych efektów ubocznych, można się pokusić.

Wąkotka azjatycka (gotu-kola)

Dość popularny i łatwy do nabycia suplement, przy okazji częsty składnik kremów na cellulit. Wyciągi,  zarówno wodne, jak alkoholowe, przy systematycznym stosowaniu, pomagają łagodzić różnego rodzaju zmiany zapalne, przyspieszają gojenie ran, a poza tym pobudzają krążenie w skórze i tkankach tuż pod nią. Warto wspomnieć, że zawierają saponiny trójterpenowe, nieco podobne w budowie do tych w żeń-szeniu.

Jak przygotować i stosować wyciąg etanolowy przygotowany metodą maceracji na zimno?
Mimo znacznie mniej ryzykownego składu roślin, próby uczuleniowe i przerwa oczywiście, także są obowiązkowe.
Jeśli chodzi o przygotowanie, autorzy cytowanych badań, przygotowywali wyciągi na ogół po prostu rozdrabniając interesującą część rośliny, pozostawiając ją w etanolu na pewien czas, a następnie filtrując płyn. Ciężko mi się odnieść do ilości rośliny w takim maceracie - niekiedy autorzy powołują się tylko na stężenie jakiegoś składnika w gotowym wyciągu. Zawsze można przygotować niewielką próbkę i w razie potrzeby ją rozcieńczyć.

Kofeina w kawie i zielonej herbacie

Kofeina stosowana miejscowo, poprawia ukrwienie skóry. Jest też dość nieźle wchłaniana przez skórę (ok. 50%), co sprawia, że wcieranie kawy lub zielonej herbaty, nie jest złym pomysłem, jeśli nie mamy problemów hormonalnych, tylko chcemy ,,rozruszać” skórę głowy. Kofeina rozpuszcza się lepiej we wrzącej wodzie niż w alkoholu, stąd najlepiej po prostu użyć zaparzonej tradycyjnie, mocnej kawy.

Witaminy z grupy B – niacynamid (B3), pantenol (B5) i biotyna (B7)

Niacynamid, czy inaczej nikotynamid, to rozpuszczalny w wodzie związek o działaniu łagodzącym, zmniejszającym świąd, polepszającym stan skóry i włosów. Bierze udział w metabolizmie dłuuuugiej listy związków obecnych w naszym organizmie, w tym białek. Ze względu na dobre działanie kontaktowe, często stosowany miejscowo (źródło).

Pantenol znany jest z grubsza każdemu, a przed producentów kosmetyków i farmaceutyków, używany nader chętnie w wielu produktach. Także stosuje się go miejscowo, ponieważ jest świetnie wchłaniany przez skórę i wnika we włosy. Nawilża, stymuluje odnowę skóry, poprawia jej stan, przyspiesza gojenie i przez to, że cudownie łagodzi, zmniejsza wypadanie włosów spowodowane podrażnieniami. Poza tym, stymuluje wzrost, bo bierze udział w syntezie wielu enzymów i związków budulcowych.

Biotyna uczestniczy w wielu procesach życiowych, między innymi: bierze udział w syntezie aminokwasów. Poprawia stan skóry i pobudza wzrost włosów. Stosuje się ją doustnie, ale także miejscowo (źródło).
Aha, w dość wiarygodnych miejscach (bazalekow.mp.pl i drugbank.ca) znalazłam informacje, jakoby wspomniane witaminy z grupy B poprawiały nie tylko porost, ale także pigmentację włosów :)

Jak przyrządzić wcierkę z witaminami B
Wszystkie wspomniane powyżej są rozpuszczalne w wodzie, więc jeśli zaopatrzymy się w półprodukty, zrobienie wcierki jest proste jak bajka - rozpuszczamy w wodzie ok. 5-7% witamin (łącznie). Pantenol i nikotynamid wchłaniają się na tyle szybko, że nie trzeba ich stosować po myciu - wystarczy godzina na głowie przed.

Lizozym

Lizozym, białko rozkładające ściany komórkowe bakterii, powszechnie spotykany w białku jaja kurzego, również ma potencjalne działanie pobudzające przyrost - wpływa na aktywność enzymów warunkujących wzrost włosa (a przynajmniej wskazują na to wyniki badań in vitro). Mycie głowy za pomocą białek i odżywka z białkiem mają, oprócz znakomitego odświeżania i nabłyszczania, jeszcze jeden plus :)

Znalazłam też kilka potencjalnych, choć gorzej przebadanych ciekawostek:

Sok pomidorowy
To naprawdę zaskakujące, jak bardzo ludzie ekscytują się nim na anglojęzycznych stronach i jak bardzo są sceptyczni u nas ;) Likopen zawarty w pomidorach (szczególnie bogate są skórki), wprawdzie nie doczekał się badań na włosach, ale naprawdę sporo wiadomo o jego działaniu doustnym jako inhibitora DHT  – sytuacja bardzo podobna do palmy sabałowej. Myślę, że to chyba jeden jedyny sposób z ,,roślinnych”, którego kiedyś spróbuję na własnej głowie, bo na pomidorki z pewnością alergii nie mam ;) Tym bardziej, że mnóstwo osób pisze o świetnych efektach uzyskanych przez wcieranie w skórę soku z pomidorów, a ja mogłabym robić i pić soki warzywne w kółko i wciąż, więc odlanie kilku mililitrów to żaden problem.

Palma sabałowa
Popularny suplement diety. Nie będę powtarzać tego samego, co o soku pomidorowym – to również bloker działania DHT i potencjalny pobudzacz wzrostu włosów. O dziwo, jakoś tak cieplej przyjmowana i traktowana ,,poważniej". Może dlatego, że częściej podejrzewamy o tajemnicze działanie coś o równie tajemniczym pochodzeniu i nazwie ;)

Olej z pestek dyni
Łatwo dostępny olej. Także bloker działania DHT i potencjalny pobudzacz wzrostu włosów.

Stosowałyście którykolwiek z powyższych? Podzielicie się wrażeniami?

sobota, 30 lipca 2016

Czemu mentol chłodzi (i kosmetyki na upał)

Nie należałam nigdy do rzeszy ludzi cierpiących w upały, a mój ulubiony odpoczynek to - mniej więcej - śródziemnomorska temperatura i jazda rowerem w samo południe ;) Chyba takie upodobania nie zmieniają się znacznie z wiekiem, bo moja mama również jest w stanie porządnie zmarznąć przy 20oC ;) Czasami jednak nawet my lubimy wrażenie chłodzenia (szczególnie stóp i szczególnie w ciąży). Rozumiem też, że niekiedy do dyskomfortu doprowadza np. samo uczucie bycia nieświeżym albo nasilający się w wyższej temperaturze świąd skóry atopowej.
Z każdej z tych sytuacji można odrobinę sobie pomóc kosmetykami.

Oszukać receptory
Najłatwiej i stosunkowo najtrwalej (na około ok. 40 minut) można schłodzić się po prostu kosmetykiem chłodzącym. W składzie większości takich kosmetyków znajdziemy mentol albo wyciągi z roślin będące jego źródłem (nie jest to jedyny związek o takim działaniu, ale z pewnością najpopularniejszy). Mentol, w uproszczeniu, działa w ten sposób, że pobudza receptory zimna (aktywuje proteiny TRPM 8 i TRPM1), co sprawia, że nasz układ nerwowy reaguje, jak byśmy odczuwali chłód. Jest ,,przyjaznym oszustem” jeszcze z jednego powodu – działa lekko przeciwbólowo i przeciwświądowo.
jeden z izomerów mentolu [Wikipedia]

Jeśli mamy swoje ulubione kosmetyki, a chciałybyśmy, żeby choć trochę chłodziły, warto pokusić się o dodanie mentolu lub olejku z mięty (kosztuje w aptekach grosze) lub eukaliptusa. Szczególnie polecam do żelu pod prysznic i szamponu.
Jeśli dysponujemy czystym krystalicznym mentolem, warto pamiętać o tym, że lepiej rozpuszcza się alkoholu niż wodzie i żeby sprawdzić, jaka zawartość nas urządza (zaczynamy od ok. 0,1%) - dodany w nadmiarze działa dokładnie odwrotnie, a że każdy jest wrażliwy w innym stopniu...

Ciekawostka – porażające uczucie nawilżenia, takiej ,,chłodnej wody wnikającej w skórę”, które towarzyszy aplikacji kremów nawilżających, również jest sztuczką osiąganą przez dodanie niewielkiej ilości mentolu do składu. Nawilżenie skóry nie daje aż tak spektakularnego odczucia ;)

Osuszyć (i złagodzić)

Kąpiel w płatkach owsianych i mące ziemniaczanej to nie tylko sztuczki dla atopików i małych dzieci. Owszem, wydatnie zmniejszają poziom marudzenia obu grup podczas upału (sprawdzone na ludziach i ludzikach), ale poza łagodzeniem świądu mają jeszcze dwa atuty:
  • chronią przed wysuszeniem (tj. utratą wody z naskórka)
  • zmniejszają wrażenie ,,lepkiej od potu” skóry
Od biedy może być też woda pozostała po gotowaniu produktów zbożowych (ryżu, makaronu, kaszy) albo ziemniaków. Sama najczęściej używam po prostu mąki ziemniaczanej - nie gotuję krochmalu, tylko wrzucam 4 czubate łyżki do letniej kąpieli. Na skórze pozostaje cienka warstwa ,,pudru”, która absorbuje wilgoć i sprawia, że skóra jest matowa i mniej kleista.
Mąka daje radę także, kiedy ,,przypudrować się” nią na sucho. Mam ją zawsze (w małym słoiczku, rzecz jasna ;) w torebce i nie jeden raz uratowała mi skórę przed otarciem. W chwili kryzysu wolę oprószyć nią stopy niż założyć plaster (który i tak przesunie się po niecałym kilometrze ;).

,,Zamglone” działanie mgiełki
Odparowanie potu umożliwia schłodzenie się. Mniejszy, ale również odczuwalny efekt daje odparowanie z powierzchni skóry czego innego – mgiełki. Ciecz, żeby zmienić się w gaz, ,,zabiera" nam trochę energii, czyli ciepełka. Już sama aplikacja jest przyjemna, a zważywszy na to, że nanosimy w ten sposób bardzo cieniutką warstewkę, parowanie przebiega błyskawicznie i błyskawicznie przynosi chwilę ulgi.
moje ulubione letnie mgiełki: woda różana, Apis z wodą z gałązek oliwnych i woda-panthenol


Zmysły a percepcja

Spójrzcie kiedyś na kosmetyki, reklamowane jako letnie, które mają kojarzyć się z chłodzeniem – wiele z nich jest przezroczystych jak kostki lodu albo podbarwionych na kolory chłodnego morza albo zieleni (jak liście dające cień). Częściej mają przenikliwy zapach ziół i cytrusów. Ich konsystencje są raczej wodniste lub suche niż kremowe i bogate. Widocznie stosunkowo łatwo wykorzystać zmysły jako naszego sprzymierzeńca , żeby czuć się chłodniej i bardziej świeżo. I chyba coś w tym jest, skoro w letnim sezonie z półek perfumerii masowo znikają orzeźwiające cytrusy niż słodkie i ciepłe otulające wonie. 
przyjemnie użyć ich latem: żel pod prysznic Crabtree & Evelyn Indian Lime, rozmarynowy szampon Garnier, normalizujący balsam do włosów EcoLab

poniedziałek, 25 lipca 2016

Letnie hity z apteki


Apteka to tajemnicze miejsce. Z jednej strony kojarzy się z różnymi mało lubianymi maściami i proszkami - z drugiej - bywają w niej naprawdę ciekawe kosmetyki :) Ostatnio nakładam na siebie sporo specyfików kupionych w aptece (o ile w ogóle mogę powiedzieć, że sporo na siebie nakładam ;), z dwoma znam się dość długo, a kilkoma nowymi jestem mile zaskoczona. Może bez zbędnych wstępów przejdę od razu do rzeczy:

Krople do oczu z panthenolem i hialuronianem sodu Hylo Care– z przeznaczenia, oczywiście, służyć mają suchym i podrażnionym oczom, ale przy okazji to moje ukochane letnie serum do twarzy <3 Jeśli chodzi o ich faktyczną funkcję, sprawdzają się znakomicie - przetestowałam chyba wszystkie możliwe opcje łagodzenia oczu cierpiących od alergii/ monitora i wysuszającego działania wyciągu w pracy, ale nic się z nimi nie może równać. Fantastycznie nawilżają i łagodzą, dwie krople łatwo rozprowadzą się na całej twarzy. Proporcje składników idealne - nie są tak lepkie jak kwas hialuronowy ani jak panthenol, doskonale nawilżają i nie sposób z nimi przesadzić (osiągając efekt mrowienia, szczypania lub ściągnięcia - wrażliwcy i alergicy wiedzą o czym mówię ;)

Skład: Woda, Hialuronian sodu, dekspanthenol, bufor cytrynianowy
czyli
krótko, łagodząco, nawilżająco i konkretnie


Pianka z panthenolem 10%. Na wakacje to bardzo wygodna postać bardzo przydatnego związku. Nie mówię wyłącznie o standardowym łagodzeniu oparzeń po przedawkowaniu słońca (akurat to mi się nie zdarza). Kiedy robię samodzielnie jakikolwiek kosmetyk - zawsze ląduje w nim pantenol. Ja po prostu kocham ten związek (pro-witamina B5). Dlaczego - pozwolę sobie zacytować Wikipedię o funkcji witaminy B5 w organizmie- ,,niezbędna do prawidłowego metabolizmu białek, cukrów i tłuszczów oraz do syntezy niektórych hormonów, przyspiesza gojenie ran, warunkuje prawidłowy przebieg procesu uwalniania energii, zapobiega przemęczeniu i usprawnia układ sercowo-naczyniowy, nerwowy i pokarmowy, bierze udział w wytwarzaniu tłuszczów, cholesterolu, hormonów i przekaźników nerwowych, uczestniczy w regeneracji tkanek, poprawia pigmentację i stan włosów"
I faktycznie, wspomaga gojenie i regenerację jak żaden inny związek, cudownie nawilża, niesamowicie działa na włosy. 

Skład: Aqua, Panthenol, Butane, Propane, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, DMDM Hydantoin, Allantoin, Isobutane



Maska do włosów Miracle Hair Mask New Anna. Odkrycie roku! Wysoko gliceryna, ale i tak emolientów (dwa oleje: makadamia i lniany oraz silikon) jest tu dla zrównoważenia tyle, że efekt na włosach to jak najbardziej piękne wygładzenie, ochrona i żadnego puchu. Nawilżenie, miękkość, sprężystość, gładkość i mega połysk. Do tego nie zabiera objętości. Jest bardzo tania ( 5,5 zł na doz.pl). Jedyne, co mi się nie podoba i powstrzymuje przed nakładaniem tuż przy skórze i używaniem w kółko i wciąż, jest ten zestaw konserwantów :/

Skład:Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Linum Usitatissimum Seed Oil, Aminopropyl Dimethicone, Panthenol, Isopropyl Alcohol, Citric Acid, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, BHT,  Parfum, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal

Nawilżająca odżywka Apis Optima z minerałami z morza martwego i olejkiem arganowym. Znacznie lżejsza niż poprzedniczka. Nawilżająca, ale mało pusząca (pozostawia hydrofilowy film na włosach – coś w stylu żelu lnianego), bo zamiast wnikania i ,,wciągania” wody przez rozchylone łuski włosów, typowego np. dla gliceryny, mamy ochronną elastyczną warstwę na ich powierzchni. Ładnie nabłyszcza i zmiękcza. Stuningowana olejem jest idealna dla moich włosów, ale bez też spisuje się zadziwiająco dobrze.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol and Stearalkonium Chloride and Behen-Trimonium Chloride and PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Linseed Extract, Collagen, Hydrolyzed Elastin, Argania Spinosa Oil/Argania Spinosa Kernel Oil Butyrospermum Parkii, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Sal Maris, Hydrolyzed Silk, Parfum.

Acerin Cool Fresh spray na opuchnięte i zmęczone nogi. W pierwszej ciąży nie wiedziałam, co to opuchlizna (może dlatego, że nie dotrwałam do 9-go miesiąca), ale teraz jestem w 39 tygodniu i miewam już serdecznie dość swoich nóg. Z przyczyny utrudniającej masowanie stóp (naprawdę pokaźny brzuch) błogosławię autora pomysłu, żeby wyprodukować produkt tego rodzaju w postaci sprayu. Psikam i... ulga. Mentolowy killer (moc chłodząca jest ogromna, a w pomieszczeniu, w którym rozpyla się specyfik po prostu kręci w nosie) szybko daje zapomnieć o opuchnięciu, a ono samo po jakimś czasie łatwiej znika i trudniej się pojawia. Jest jeden minus - dość słaba wydajność.

Skład: Butane / Isobutane / Propane, Alcohol Denat., Aqua, Glycerin, Menthol, Arnica Montana Extract, Aesculus Hippocastanum Extract, Glucosyl Hesperidin, Panthenol, Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Linalool, Citral, Geraniol, Limonene

ciekawym związkiem w składzie jest hesperydyna - nie tylko uszczelnia naczynia krwionośne, ale też dobrze wpływa na syntezę kolagenu. W zasadzie myślę sobie, że ten skład jest lepszy niż niejednego kremu na cellulit ;) 

środa, 20 lipca 2016

Czy opalenizna schodzi pod wpływem szorowania?

Kiedy byłam młodsza, panowała moda na intensywną opaleniznę. Pamiętam, jak moje koleżanki potrafiły godzinami rozprawiać o tym, do jakiego solarium warto pójść, na ile minut etc. - wszystko w imię najbardziej ekonomicznego uzyskania (i zachowania) jak najmocniejszej opalenizny ;)
Wśród całego tego szału, najbardziej bawiło mnie udzielanie sobie rad typu ,,nie myj się szorstką gąbką, bo zetrzesz opaleniznę” i ,,nie noś szorstkich ubrań, bo opalenizna szybciej zejdzie”. Czas, który koleżanki poświęcały trosce o brąz, ja poświęcałam podśmiewaniu się ze zmywania opalenizny gąbką ;)

Po paru latach załapałam jednak, że przynajmniej w tej mądrości spod strzechy jest jednak ziarenko (małe) prawdy.

Jak to?
Za efekt opalenizny odpowiada promieniowanie UVA i UVB, pobudzające obecne w skórze komórki, nazywane melanocytami, do syntezy czynnika ochronnego, a zarazem barwnika – melaniny. Melanina wydzielona i uwolniona do komórek naskórka zabarwia je na ciemniejszy kolor.
Naskórek jest najbardziej zewnętrzną warstwą całej skóry i składa się z pięciu warstw. Wierzchnia, całkowicie martwa, to warstwa rogowa. Tuż pod nią znajdują się warstwy: jasna i ziarnista – zbudowane również w większości z martwych komórek. Te żywe znajdują się jeszcze głębiej – w warstwie kolczystej i warstwie podstawnej. To w tej ostatniej powstają młodziutkie komórki naskórka, tutaj też powstaje melanina, nadająca im kolor opalenizny. Życie komórek jest dość krótkie – są wypychane ku górze przez młodsze pokolenie, spłaszczają się, obumierają i zostają złuszczone – a cały ten cykl zajmuje im jedynie 28 dni.

Cykl życia naskórka może jednak zostać przyspieszony przez czynniki zewnętrzne – i jednym z nich jest właśnie bardzo intensywne złuszczanie. Osoby lubujące się w częstych i intensywnych peelingach (a więc szorstkich gąbkach również ;) powinny się więc przygotować na to, że szybciej usuną ze swojej skóry także... opaleniznę.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Wody: brzozowa, pokrzywowa i skrzypowa - własnego wyrobu

Sezon na zielone w pełni. Dobra wiadomość jest taka, że popularne w naszym kraju wcierki z brzozy, pokrzywy i skrzypu można robić, posiadać i używać w ilości hurtowej, doskonale znając ich skład.
brzoza biała, pokrzywa zwyczajna i skrzyp polny [Wikipedia]

Jakiś czas temu przygotowałam je i przy okazji... okazało się, że mam alergię kontaktową na wszystkie trzy rośliny (i to zanim w ogóle zdążyłam cokolwiek nałożyć na głowę) :/ Zaczynam podejrzewać, dlaczego prawie każda kupiona w sklepie wcierka także mi nie pasuje. Ale dlaczego by nie podzielić się przepisem – w końcu nie każdy jest alergikiem, a całe pokolenia chwalą sobie działanie wspomnianych trzech wód (włosy rosną po nich szybciej, grubsze i mocniejsze)!

Potrzebujemy:
  • szklankę liści świeżej rośliny
  • spirytus lub wódkę*
  • wodę

*można oczywiście na wodzie, ale wyciągi etanolowe z roślin zwykle zawierają więcej substancji czynnych niż wodne.

Liście myjemy, kroimy dość drobno, zalewamy w 300 ml słoiku na 1 dzień), a następnie odcedzamy, a płyn przelewamy do butelek z ciemnego szkła.
gotowe specyfiki

Przed użyciem rozcieńczamy wodą – najlepiej metodą prób i błędów, jeśli używaliśmy spirytusu, polecam rozcieńczyć co najmniej pięciokrotnie, a jeśli wódki - dwukrotnie (chyba, że skalp macie wyjątkowo nieczuły na alkohol).

Powodzenia!